Hummus szturmem wdarł się na zachodnie salony, a rok temu i u nas zadomowił się na dobre. Nie ma co się dziwić – ta prosta pasta z cieciorki potrafi smakować tak dobrze, że nie sposób o niej zapomnieć. I choć wielu ludzi twierdzi, że potrafi hummus przygotować, to jednak niewielu z nich wie, jak przyrządzić go idealnie. Czasem wydaje mi się, że jest to tajemnica, którą posiadają jedynie kucharze ze wschodu (uwierzcie lub nie, ale lepszego hummusu niż tego zrobionego prze Libańczyka nie jadłam), a nasi rodzimi kucharze próbują wręcz udoskonalać recepturę, by jak najbardziej wpasowała się w nasze europejskie gusta. Ja jednak najbardziej lubię klasykę i tak też przygotowuję pastę z cieciorki w domu. Dzisiaj podzielę się z Wami wskazówkami, które pomogą Wam przygotować najlepszy hummus, jaki kiedykolwiek wyszedł z Waszej kuchni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homemade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homemade. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 stycznia 2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Wegańska gorąca czekolada
Nie ma co się oszukiwać – aura za oknem nie sprzyja wszelkim aktywnościom. Najlepiej jest owinąć się w ulubiony koc, złapać książkę i ciepły napój. A wiadomo, że zimą nic nie smakuje tak dobrze, jak kubek rozgrzewającej czekolady! Napój ten kochają nie tylko dzieci, a jego przygotowanie nie zajmuje więcej niż 10 minut. Wystarczą słodkie daktyle, odrobina czekolady i kremowe mleko roślinne, by przygotować napój dodający energii i zaspakajający ochotę na słodycze.
niedziela, 3 stycznia 2016
Nietypowe mleka roślinne
Dawno, dawno temu (a przynajmniej ja odnoszę wrażenie, że minęło sto lat) pokazywałam Wam na blogu jak przygotować domowe mleka roślinne. Tamten wpis przygotowałam z myślą o wszystkich tych, którzy nie przepadają za smakiem soi, a do innych wariantów smakowych nie mają dostępu (lub cena sklepowa jest zbyt wysoka). Jeśli jednak znudziły Wam się proponowane przeze mnie mleka kokosowe, ryżowe, owsiane lub migdałowe, a wciąż nie wyobrażacie sobie życia bez zabielonej kawy, przychodzę do Was z kolejnymi inspiracjami.
Mleko roślinne można przygotować z praktycznie każdych ziaren, pestek czy zbóż. W większości przypadków wystarczy zalać je wrzątkiem, przepłukać, a następnie zmiksować z wodą i przecedzić. Do smaku warto dodać odrobinę soli i cukru, czasem przydaje się także odrobina esencji waniliowej (polecam ten patent zwłaszcza wtedy, kiedy przygotowane mleko nie do końca Wam pasuje – z odrobiną aromatu wanilii wszystko smakuje milion razy lepiej!). No więc jak, gotowi i zmobilizowani, by przygotować mleko jaglane, gryczane, laskowe i słonecznikowe?
czwartek, 17 grudnia 2015
Pasta soczewicowa z makiem
Zastanawialiście się kiedyś, co można zrobić z makiem oprócz tradycyjnego makowca? Ja owszem. Od tygodnia głowiłam się, co zrobić z ziarenkami, które kupiłam już ponad rok temu i wciąż ich nie wykorzystałam. Było ich za mało na przygotowanie słodkiej masy makowej, nie po drodze mi było też z plackami czy owsianką. A że w lodówce czekała reszta ugotowanej soczewicy, pomyślałam, że zaryzykuję i połączę ze sobą te dwa smaki.
Okazało się, że połączenie soczewicy, maku i sosu sojowego to jedno z najlepszych rozwiązań, jakie kiedykolwiek przyszło mi do głowy. Początkowe obawy szybko odeszły, a ja musiałam dogotowywać kolejną porcję strączków, bo pasta bardzo nam zasmakowała. Na pewno przypadnie do gustu także tym, którzy lubią wytrawne smaki z odrobiną słodyczy przełamanej aromatem wędzonych śliwek. Kto wie, może polubicie ją tak bardzo, że przygotujecie ją na świąteczny stół?
piątek, 28 sierpnia 2015
Czeko śliwka na zimę
Zdałam sobie wczoraj sprawę, że nieuchronnie nadchodzi jesień. Choć nie czuć jej w powietrzu, to powoli ze straganów znikają wakacyjne przysmaki, zastępowane przez jesienne skarby. Śliwki, dynie, a nawet figi pojawiają się już w sklepach, a ja wciąż nie miałam czasu nacieszyć się borówkami czy jeżynami. W kwietniu byłam przekonana, że tego lata bez opamiętania będę przygotowywać przetwory na zimę, jednak rzeczywistość wygląda zgoła inaczej; dżemy, które zrobiłam kilka miesięcy temu już dawno zostały zjedzone, a na półkach leżą słoiki przygotowane przez moich najbliższych. Tak więc zostałam zaopatrzona w dżemy porzeczkowe i rabarbarowe od mojej siostry, soki przygotowywane przez mojego tatę, a mama A. szykuje dla nas gruszki. Aby wycisnąć z ostatnich letnich owoców co tylko mogę, przejrzałam wczoraj swoją kulinarną biblioteczkę; choć najwięcej jest tam książek związanych z pieczeniem chleba, to wpadła mi do rąk niepozorna książeczka, którą kupiłam sobie na urodziny – Z działki, z lasu i takie tam. Znalazłam tam banalny przepis na dżem czekoladowy ze śliwkami, który od razu postanowiłam przetestować w mojej kuchni.
Ten dżem przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy bez opamiętania zajadają się śliwkami w czekoladzie. Choć w trakcie jego przygotowywania warto założyć fartuszek i uzbroić się w cierpliwość podczas sprzątania kuchni (dżem strzela z patelni jak szalony), smak wynagradza wszystko; słodki, a przy okazji owocowy. Najlepszy do wyjadania małymi porcjami ze słoiczka lub do smarowania wegańskich naleśników!
sobota, 1 sierpnia 2015
Najlepsze wegańskie jagodzianki
Latem nigdy nie mogę się zdecydować, co kupić na straganie. Najchętniej brałabym wszystko, w ilościach hurtowych, by wieczorem móc usiąść z miseczką wakacyjnych smakołyków na balkonie i oglądać zachód słońca. Rano wyciągam z lodówki kostkę drożdży, rozrabiam je z ciepłym płynem i zagniatam ciasto. Część przeznaczam na drożdżówki z malinami, resztę formuję w zgrabne kulki i robię z nich jagodzianki. Przyznaję, że nigdy nie smakowały mi te kupne - zawsze były twardawe, z niebotyczną toną lukru i skromną ilością jagód. Od kiedy mam książkę Elizy Mórawskiej "O Chlebie" z mojego piekarnika wciąż dolatują oszałamiające zapachy, a ja prawie codziennie zjadam na śniadanie domowe pieczywo. Jagodzianki, które dziś Wam pokazuję, także pochodzą z tej książki. Lepszych nie jadłam i eksperymentować raczej nie będę – ten przepis jest idealny, więc łapcie słoiczek jagód, odrobinę mąki i chodźcie przygotować sobie pyszne śniadanie.
piątek, 24 lipca 2015
Wege bekon
Zdaję sobie sprawę, że to szaleństwo. Żaden wege bekon nie będzie prawdziwym bekonem, ale jak nazwać coś, co chrupie, smakuje wędzonką, jest odrobinę słodkie i nadaje się do jedzenia ze słonymi potrawami, a także ze słodkimi? Moją pierwszą myślą jest bekon i tak też postanowiłam nazwać to...coś. Próbowałam podobnie przygotowanych płatków w Berlinie (o, tutaj o tym wspominałam: klik), na super tłustych pączkach, ale wtedy coś mi w nich nie pasowało (chyba były za mało przypieczone). Dopiero w domu udało mi się uzyskać bekon, od którego nie mogę się oderwać. W głowie mam kilka potraw, do których chcę go wykorzystać, ale jeśli dalej tak pójdzie, to z planów zostaną nici – co nie wejdę do kuchni, to podkradam troszkę ze słoika.
Jedyne, co może odstraszać od zrobienia tego przepisu, to dostępność składników. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma w domu dym wędzarniczy (po wylaniu którego mieszkanie śmierdziało wędzonką przez dwa dni), czy płatki kokosowe. Zanim udało mi się zrobić ten przepis obeszłam kilkanaście sklepów z eko żywnością, by zdobyć wszystkie składniki, ale uwierzcie mi, warto było poświęcić trochę czasu. To co, odpalamy piekarniki? :)
czwartek, 16 lipca 2015
4 sposoby na lody bananowe
Przyznaję szczerze, że nie wyobrażam sobie inaczej zacząć dnia, niż od zjedzenia miski lodów. Od początku czerwca jestem zakochana w mrożonych bananach z dodatkami i bez względu na pogodę –czy to deszcz, czy skwar – jem je z taką samą przyjemnością i chętnie eksperymentuję z ich smakiem. Najfajniejsze jest w nich to, że ich przygotowanie zajmuje dosłownie chwilkę. Wieczorem wystarczy wrzucić pokrojone banany do zamrażarki, z samego rana wyciągnąć je i poczekać, aż odrobinę zmiękną. W międzyczasie można na spokojnie poćwiczyć jogę, wziąć prysznic lub poleżeć w ciepłej pościeli z ciekawą książką (wakacje rządzą się swoimi prawami, więc wszystkie opcje dozwolone!). Ten wpis traktujcie jak luźną inspirację; zebrałam tu własne ulubione połączenia, które królują w mojej kuchni ostatnimi czasy.
Jestem ciekawa, jaki wariant lodów bananowych Wy lubicie najbardziej?

Jestem ciekawa, jaki wariant lodów bananowych Wy lubicie najbardziej?

piątek, 12 czerwca 2015
Focaccia z pomidorkami i pieprzem
Focaccia, to typowo włoski typ chleba, z dużą porcją oliwy i przeróżnymi dodatkami. Choć widziałam już setki wersji, wciąż nie wiem, jak dokładnie powinien wyglądać ten wypiek. Jedni mówią, że focaccia musi być bardzo cienka, inni, że raczej jak drożdżówka. Kolejni zawsze na wierzch kładą kilka dodatków, inni pozostają minimalistami i ograniczają się do dwóch. Mimo tych wszystkich wątpliwości, ja często piekę ten chlebek z jednego powodu: jest po prostu przepyszny i bardzo prosty. Może to moje zboczenie, ale nic mi tak nie smakuje, jak dobre pieczywo w połączeniu z aromatyczną oliwą. Jeśli do tego doda się jeszcze wyrazisty pieprz (wybaczcie, ale z solą to nie za bardzo się lubię), powstaje pieczywo, które ma się ochotę spożywać małymi kęsami, siedząc na werandzie i patrząc na zachód słońca nad plantacją oliwek.
niedziela, 31 maja 2015
Oreo pudding z chia
Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami, a ja na śmierć zapomniałam o tym święcie. Chociaż wykorzystuję każdą możliwą okazję, do zrobienia (i zjedzenia!) czegoś słodkiego, to ostatnio największą ochotę mam na wszelkie puddingi i truskawki. A że nie za bardzo uśmiechało mi się pieczenie ciasta z okazji jutrzejszego dnia, postanowiłam, że podrasuję trochę tradycyjny pudding z nasion chia, które od jakiegoś czasu królują na stołach polskich blogerów. Jeśli macie schowaną w szafce szałwię hiszpańską i oreo, to może spróbujecie zrobić ten deser dla swoich dzieciaków? A kto wie, może sami skusicie się na tę odrobinę słodyczy? Na pewno nie pożałujecie i sami zobaczycie, w jak zastraszającym tempie ten deser znika z miseczek.
niedziela, 24 maja 2015
Wegańskie drożdżówki z lemon curd i truskawkami
Ostatnio pracuję na potrójnych obrotach i gdyby nie fakt, że od czasu do czasu ktoś mi przypomni, że powinnam zjeść coś porządniejszego niż bagietka z oliwą albo batonik energetyczny, to pewnie zapomniałabym, jak smakują banany i szpinak. I choć obiecywałam sobie, że w weekendy porządnie odpocznę i wyśpię się za wszystkie czasy, to wczoraj z samego rana pobiegłam na siłownię, a dzisiaj wyciągnęłam z lodówki drożdże, odmierzyłam mąkę i wodę, by zagnieść na śniadanie ciasto drożdżowe.
Chyba każdy, kto przestaje spożywać nabiał, prędzej czy później tęskni za smakiem drożdżówki, którą przecież tak łatwo dostać w pierwszej lepszej piekarni. Jednak jeśli ma się pod ręką kilka składników, odrobinę wolnego czasu i sezonowe owoce (w moim przypadku są to pierwsze, polskie truskawki!), poranna kawa nie musi być wypijana w towarzystwie zwykłej owsianki. Co powiecie na słodkie bułeczki z kwaśnym kremem i świeżymi owocami, które idealnie pasują do leniwego, wiosennego poranka? Ja zawsze jestem na tak. Bo czemu by nie spróbować upiec drożdżówek w domu?
czwartek, 21 maja 2015
Dżem rabarbarowo-imbirowy
Są takie blogi kulinarne i takie przepisy, do których wraca się co jakiś czas. Od kiedy osiągnęłam wyższy level w wojażach kuchennych niż robienie czipsów w mikrofalówce (i przypalanie ich!), lubię czytać i oglądać internetowe przepisy tych, którzy potrafią opowiadać piękne historie za pomocą zdjęć. Mam sentyment do wielu blogerów, bo chociaż część z nich już dawno przestała publikować, to ja wciąż pamiętam przepisy i fotografie, które parę lat temu wywarły na mnie ogromne wrażenie. Chociaż wolę oglądać i inspirować się, to zdarzają się takie sytuacje, gdy wręcz nie mogę wytrzymać i biegnę do sklepu, by przygotować to, co właśnie zobaczyłam w sieci. Tak też było z dżemem, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu.
Przepis, który dziś Wam prezentuję, znalazłam kilka lat temu na blogu jednej z moich ulubionych blogerek, Bei. Robiłam go już trzeci raz z rzędu i muszę przyznać, że to jeden z tych smaków, na które zawsze bardzo czekam. Od kiedy spróbowałam połączenia rabarbaru i imbiru, przepadłam tak bardzo, że nie wyobrażam sobie wiosny bez zrobienia chociaż jednego słoiczka tego dżemu. Mam nadzieję, że polubicie go co najmniej tak samo mocno, jak ja.
sobota, 9 maja 2015
Wegańska tarta z tofu i szparagami
Są takie dni, kiedy gotuje się tylko dla siebie. Wyciąga się ulubione składniki z szafek, nie odkłada niczego, o czym druga osoba mówi, że jest fe, bo przecież o to chodzi, by dzisiaj smakowało kucharzowi. Liczy się tylko przyjemność z jednoosobowych dań, które się zna i ubóstwia. Albo tworzy się nowe przepisy, na bazie poznanych wcześniej połączeń. Potem nakrywa się stół, siada wygodnie na ulubionym stołku i w spokoju je obiad. Wymarzony, wiosenny, koniecznie z zielonymi akcentami.
Taka jest dzisiejsza, jednoosobowa tarta. Kruche ciasto, ziołowy serek i zielone badyle, za którymi tęsknię przez 11 miesięcy, by w maju objadać się nimi do oporu. Kiedyś nienawidziłam pieczenia tart, ale ostatnio wszystko, o czym pomyślę, bardzo dobrze się z nimi łączy. Na słodko czy słono, bez różnicy. Ważne, by czuć było wiosnę i miłość na talerzu.
środa, 6 maja 2015
Wegański tort bez cukru i (prawie) bez oleju
Dwadzieścia lat kończy się tylko raz, dlatego też postanowiłam, że mój tort urodzinowy musi być wyjątkowy. Nie chciałam iść w utarte schematy, bo wymarzyło mi się ciasto bez oleju i cukru. Oczywiście, miał być także wegański, co i tak stanowi duże utrudnienie (kto kiedykolwiek próbował upiec biszkopt bez jajek ten powinien wiedzieć, o czym mówię). Dodatkowo musiał być pełen czekoladowego kremu i zaspakajać chęć na słodycze.
Przyznaję szczerze, że nie jestem do końca zadowolona z efektu. Próbowałam robić ten biszkopt kilka razy i nie zawsze się udaje. Poza tym nie jest tak lekki i sprężysty jak tradycyjne torty, jednak zdecydowałam się na publikację, bo w smaku niczego mu nie brakuje. Jest pyszny. Ten przepis pewnie części z Was przyda się jako baza do eksperymentów, bo powiem szczerze, że na takie liczę. Może ktoś z Was opracuje patent na to, by wegański tort bez cukru i oleju zawsze wychodził puszysty i lekki? Ja chwilowo robię sobie przerwę od karobu i ksylitolu; przerzucam się na świeże owoce i warzywa.
czwartek, 30 kwietnia 2015
Najlepsze grissini
Jak Wasze przygotowania do majowego weekendu? Podejrzewam, że większość z Was ma już zaplanowane, co położy na grilla. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani co weganie mogą jeść podczas ogródkowej imprezy, koniecznie przekonajcie mój ostatni wpis (klik), w którym starałam się zamieścić inspiracje dla wciąż niezdecydowanych. Obok głównych dań warto położyć także przekąski, które świetnie sprawdzą się do podgryzania, zamiast kupnych paluszków lub czipsów. O wiele zdrowszą (i smaczniejszą!) opcją będą grissini, które robi się bardzo prosto i szybko.
Pewnie zabrzmi to bardzo głupio, ale znalazłam ten przepis w darmowej gazecie, którą dostałam przy okazji robienia zakupów w drogerii. Spodobał mi się on tak bardzo, że postanowiłam koniecznie go wypróbować. Jak to często bywa, zanim zabrałam się za przygotowywanie tych drożdżowych paluchów minęło sporo czasu, a ja prawie przez pomyłkę gazetę wyrzuciłam. Koniec końców, kiedy zrobiłam grissini po raz pierwszy od razu pożałowałam, że tak długo zwlekałam z wcieleniem tego pomysłu. Okazały się tak dobre, że zniknęły w kilka minut, zjedzone mimochodem, gdzieś między pisaniem prac na uczelnię a sprzątaniem pokoju. Jestem pewna, że Wam również zasmakują.
niedziela, 26 kwietnia 2015
Chleb na cydrze z jabłkiem
Kiedy tylko zobaczyłam w internecie książkę, która reprezentuje w tym roku Polskę na Expo od razu wiedziałam, że będzie to kopalnia inspiracji. Okładka i nazwiska kucharzy, którzy brali udział przy tym projekcie, po prostu powaliły mnie na kolana. W środku także utrzymany jest bardzo wysoki poziom. Nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że spędziłam pół wieczora na czytaniu przepisów i gapieniu się na przepiękne zdjęcia zawarte w tej książce. Choć moje serce mocniej zabiło na widok rozdziału poświęconemu kuchni wegańskiej, to jednak kobieta, dzięki której zaczęłam w ogóle przygodę z pieczeniem chleba, zwyciężyła w konkursie o pierwszeństwo spróbowania jej przepisu. Okazał się on tak dobry, że nie mogłabym zatrzymać tej receptury jedynie dla siebie. Dziś podaję Wam przepis na bardzo prosty chleb z jabłkiem i cydrem, z moimi lekkimi modyfikacjami. Mam nadzieję, że pokochacie go tak samo mocno, jak ja.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Pesto z młodej pokrzywy
Kto choć trochę mnie za, ten wie, że mam małego hopla na punkcie zbierania roślin. W kwietniu, kiedy wszystko zaczyna nabierać intensywnie zielonego koloru, a na łąkach zaczynają pojawiać się kwiaty (część także jest jadalna!), dostaję oczopląsu i nie wiem, za co mam się zabrać. W tym okresie najchętniej rzuciłabym wszystkie obowiązki, złapała zielnik pod pachę i całymi dniami maszerowała w poszukiwaniu najpiękniejszych okazów (niczym prawa ręka Paszczaka). Dzisiaj powiem Wam trochę o pokrzywie, jednej z najmniej docenianych roślin (moim zdaniem, oczywiście). Bo to, że można pić przygotowane z niej napary wiedzą wszyscy, ale jak ją zjeść?
środa, 15 kwietnia 2015
Kotlety soczewicowe z rodzynkami
Z wegańskimi kotletami to jest tak, że nie istnieją żadne ograniczenia. Powiedziałabym nawet, że weganie poznają o wiele więcej kompozycji smakowych, niż ci, którzy co tydzień oddają się błogiej rozkoszy zajadania schabowego. W roślinnej kuchni można mieszać do woli: ciecierzyca, kasza jaglana, soja, fasola, soczewica, a nawet ziemniaki czy brokuły stworzą świetną bazę do kotletów, które za każdym razem mogą przybierać różne formy dzięki odpowiedniemu przyprawieniu. Ponieważ ostatnio nie mogę opędzić się od rodzynek, postanowiłam dodać je także do kotletów. Delikatną słodycz suszonych owoców przełamują moje ulubione przyprawy (miłośnicy kuminu ręka w górę!) i sos sojowy. Porcja może wydawać się spora, ale uwierzcie, że po spróbowaniu tego połączenia dwa łasuchy czuły niedosyt. :)
czwartek, 9 kwietnia 2015
Pasta sezamowa, czyli tahini
Pewnie część z Was spojrzy na dzisiejszy przepis, machnie ręką i stwierdzi, że odgrzewam kotlety, albo powie, że to nic nowego. No jasne, że tahini to żadna nowość dla starych wyjadaczy, ale ostatnio doszłam do wniosku, że skoro istnieje chociaż jedna osoba, która nie ma pojęcia o istnieniu tahini i hummusu, to trzeba zrobić wszystko, by ten błąd naprawić! Pasta sezamowa jest bardzo prosta do przygotowania, więc nie ma co wydawać na nią kupy pieniędzy w sklepach z kuchniami świata. Wystarczy sezam, ewentualnie odrobina neutralnego w smaku oleju (słonecznikowego, rzepakowego albo sezamowego) i gotowe!
środa, 1 kwietnia 2015
Wegańskie majonezy: sojowy i ryżowy
Nie umiem robić primaaprilisowych żartów. Pewnie nie powinnam się tym chwalić, bo uznacie, że jestem sztywniarą, ale ja kompletnie nie wiem, jak można zrobić komuś śmieszny dowcip. Co gorsze, na każdym kroku daję się nabrać (w tym roku z niedowierzaniem czytałam różne informacje chyba z 7 razy). Gdyby ktoś dzisiaj wpadł na pomysł zrobienia mi niewegańskiego posiłku i wmówienia, że nie zawiera on produktów odzwierzęcych, to prawdopodobnie dopiero po jego spróbowaniu zrozumiałabym, co jem. Prawdopodobnie Wy, moi drodzy czytelnicy, nie jesteście tak łatwowierni, jak ja, i z niedowierzaniem patrzycie na tytuł tego posta. Ale to nie jest żart. Weganie naprawdę jadają majonez!
Majonez roślinny można przygotować z wielu różnych składników, doprawiać na wiele sposobów i próbować wciąż zrobić coraz lepszą wersję. Dziś pokażę Wam dwie, które w swojej kuchni stosuję najczęściej: bardzo prosty majonez z mleka sojowego, który nauczyłam się robić podczas pokazu kulinarnego w grudniu (wspominałam o tym tutaj: klik) oraz majonez z płatków ryżowych, podpatrzony dawno temu u Wegan Nerd. W tym momencie nie pozostaje mi nic innego, jak znów zapewnić, że nie robię sobie z Was żartów i zaprosić do miksowania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















