PRZENOSINY

Zapraszam na mojego nowego bloga http://klaudiaosiak.pl oraz na newsletter!

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Ulubione w lipcu

Lipiec okazał się być z jednej strony bardzo inspirującym miesiącem, a z drugiej bardzo trudnym i nieciekawym. Nie brakowało w nim słodkich owoców, cierpliwych ludzi i odrobiny niepewności. Załatwiłam dużo spraw, nabrałam sił do nauki i zrezygnowałam z rzeczy, które były ponad moje siły. Jedyne, czego mi zabrakło, to wyjazdów i spontanicznych wypadów z aparatem; obiecałam sobie, że w lipcu postaram się pomieszkać trochę w domu i skupić na tym, co ważne, jednak okazało się, że kompletnie mi to nie wychodzi. Gdy mam wiele zajęć, o wiele łatwiej jest mi gospodarować czasem tak, by na wszystko znaleźć chwilę. Wycieczki mam zamiar nadrobić to w sierpniu, a tymczasem zapraszam Was na spis tych rzeczy, które urzekły mnie w minionym miesiącu.




O Chlebie Elizy Mórawskiej
Na pewno poświęcę tej książce osobny wpis, bo jest tego warta. Kiedy tylko do mnie doszła (a było to w pewien wtorek, gdy leżałam zakatarzona i nieumyta w łóżku, czekając na wybawienie w postaci aspiryny), nie wiedziałam, co zrobić z nią najpierw. Czy dokładnie obejrzeć, czy przeczytać od deski do deski, a może od razu zacząć gotować? Tego samego dnia zrobiłam po trosze każdego. Przez miesiąc wykorzystałam ją parokrotnie (co jest wielkim sukcesem, bo część książek kucharskich ładnie wygląda na mojej półce, ale niekoniecznie z nich gotuję) i ani razu się nie zawiodłam. Tak pięknej książki jeszcze nie miałam i pewnie długo ładniejszej nie znajdę. To zdecydowanie mój lipcowy faworyt!

Opisywałam ją już dokładniej na łamach bloga, ale grzechem byłoby nie wspomnieć o niej w ulubieńcach. Jeśli miałabym wymienić rzeczy, które najbardziej podobają mi się w blogowaniu, to na pierwszym miejscu byłoby wychodzenie z mojej strefy komfortu (nie wiem czy wiecie, ale ja to raczej zośka samośka jestem, do tego bardzo sobie cenię samotność). Dzięki tej akcji miałam okazję spotkać inne blogerki, podzielić się wegańskimi słodkościami, a przy okazji pomóc psiakom w schronisku. Powiedzcie sami, czy jest coś fajniejszego, niż bezinteresowna pomoc?

akcja
Slowlife
Pisałam na ten temat już kilka notek, bo wydaje mi się, że to jest najważniejsza sprawa, którą będę pielęgnować przez kolejnych kilka miesięcy. Nie wiem, czy będę często poruszać ten temat na blogu (musielibyście mi pomóc z tematyką, bo ja kompletnie nie wiem, czy taka paplanina Was nie zanudzi), ale zdecydowanie jest to jedna z ważniejszych inspiracji w lipcu. Powoli (ba, bardzo powoli) zmieniam moje podejście do życia, celebrowania codzienności, posiłków, spędzania czasu i delektowania się momentami. Chcę dbać o siebie nie tylko na polu fizycznym, ale także psychicznym. Karmić się dobrym jedzeniem, wspierać lokalne przedsiębiorstwa, zmienić podejście do pieniędzy. Nie bać się żyć. Tyle i aż tyle.

Krem kokosowy
Pojechałam do Gdyni po olej kokosowy, a wróciłam z tym dziwactwem. Pani ekspedientka powiedziała mi, że krem kokosowy to nic innego jak zmiksowany miąższ kokosa, bez żadnych dodatków. Zachowuje się tak samo jak olej (czyli w cieple jest cieczą, a w zimnie przyjmuje stałą konsystencję), ale ma jedną zaletę więcej: można go wyjadać łyżeczką ze słoiczka i smakuje milion razy lepiej, niż masło orzechowe. Kto wie, ten pewnie przyzna mi rację, a kto jeszcze nie wie, ten koniecznie musi spróbować.

rower


Makaron z cukinii
Wiem, że jako przykładna blogerka powinnam codziennie wymyślać nowe przepisy, ochoczo robić im zdjęcia i chwalić się, co też udało mi się stworzyć tym razem. A ja, jak zwykle na przekór, najchętniej jadłam w tym miesiącu makaron z cukinii, który na łamach bloga pojawił się wraz z pesto z bobu. Surowe wstążki lądowały na moim talerzu prawie codziennie, zmieniały się tylko sosy, jakie do niego dodawałam; czasem stawiałam na klasyczny, pomidorowy z papryką, jeszcze innym razem próbowałam kalafiorowo-serowej wariacji. Nie mogłabym się zdecydować, którą wersję lubię najbardziej, wszystkie są obłędne!

koty wegan


Koszulka vegan workout
Niby nic, ale czekałam na nią jak dziecko na cukierka. Co prawda od mojego zamówienia do fizycznego wzięcia koszulki do rąk minęły prawie dwa miesiące, ale warto było czekać! Nie lubię ćwiczyć na siłowni w koszulkach poliestrowych (a mam takie trzy i cudownie mi się w nich biega lub jeździ na rowerze), za to świetnie czuję się w bawełnie. Ta koszulka nie dość, że świetnie wygląda, to dodatkowo zrobiona jest z dość mocnej bawełny, która nie rozciąga się i jest przewiewna. Miałam ją na sobie już kilka razy i nawet najcięższy trening klatki był w niej przyjemnością. Jeśli chcielibyście zamówić podobną do mojej (moja jest biała ze słoniem), to macie szansę, bo vegan workout znów zbierają zamówienia (o, tutaj można je zobaczyć).

5 komentarzy:

  1. ejj, Maszu, zły link chyba z kremem dałaś bo w tym jest mleko :( a już byłam gotowa robić poranny rajd w celu zakupienia tego cudu po gdyńskich eko sklepach ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za czujność, już poprawiłam! Jakby co, to znalazłam go na Śląskiej, 300 ml kosztowało 17 zł. :)

      Usuń
  2. ależ cudownie, że za niedługo będę w Gdyni - zrobię "napad" na sklep i zdobędę ten krem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połączenie wypoczynku nad morzem i zakupów żywieniowych - najlepsze, co można sobie zafundować! :)

      Usuń