PRZENOSINY

Zapraszam na mojego nowego bloga http://klaudiaosiak.pl oraz na newsletter!

niedziela, 15 lutego 2015

Jak być złym weganinem?



Mam ostatnio problem. Chociaż staram się być wyrozumiała i podchodzić do ludzi z ogromnym dystansem, za każdym razem, gdy dostanę pstryczka w nos, mam ochotę walić głową o ścianę. O czym mówię? Ano o tym, jak weganie stali się ostatnio zawistni i przemądrzali.


Kiedy wpadł mi do głowy pomysł, by przestać jeść nabiał i w ogóle zastanowić się nad tym, co ląduje na moim talerzu, weganów było jak na lekarstwo. Blogów kulinarnych o tej tematyce było dosłownie kilka (i na pewno nie rzucały się w oczy tak, jak teraz), w Szczecinie nikt nie dawał takiego żarcia, a ja myślałam tylko o tym, ile jabłek będę musiała zjeść w szkole, by nie chodzić głodna. Starałam się szukać w internecie informacji o weganach i wszystko, co udało mi się znaleźć pokazywało wesołych, samoświadomych ludzi o ugruntowanej wiedzy. Było w nich coś przyciągającego, hipnotyzującego jak wskazówka zegara. Sprawiali wrażenie takich, którzy tworzą nową jakość kultury, nieprzeznaczoną dla wszystkich (chyba właśnie to mnie najbardziej kręciło).

Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Choć dużo ludzi nie wie jeszcze, o co dokładnie chodzi w tej całej diecie roślinnej, to widać, że z dnia na dzień sympatyków tej opcji przybywa. Starsze pokolenie nie robi aż takich problemów, kawę z mlekiem sojowym można dostać prawie wszędzie, a wegańskie restauracje wyrastają jak grzyby po deszczu. Jedyne, co pozostawia wiele do życzenia, to ortodoksyjne postawy części wegan, których nie mogę już znieść.

O Polakach mówi się, że są nacją wiecznie narzekającą (oho, właśnie to robię, dla potwierdzenia reguły). Wydawać by się mogło, że w kraju, który staje się coraz bardziej liberalny, otwarty dla wszystkich (zwłaszcza roślinożerców) będzie się żyło pięknie i dostatnio. W rzeczywistości jednak weganie narzekają na wszystko: bo niezdrowe, bo przetworzone, bo z glutenem, bo z tłuszczem, bo z cukrem, bo będą wzdęcia, bo nie surowe, bo zakwaszające, bo nieetyczne... Aż ręce opadają. Najgorsze jest chyba to, że kiedy jakiś ludek postanawia rzucić mięso/nabiał/cokolwiek i próbuje dostać informacje o zamiennikach, dostaje tyle sprzecznych informacji, że sam nie wie, czym rzeczywiście się przejąć. Przykład: ostatnio pewna dziewczyna na fejsbukowej grupie pytała o roślinne mleka, sery, kiełbaski, jogurty itp. Dodała, że nic na ten temat nie wie i potrzebuje pomocy. Praktycznie od razu została zjechana za to, że weganizm powinien opierać się na warzywach, owocach i zbożach, a nie zamiennikach. Gdybym ja była na jej miejscu, pewnie poczułabym się skarcona i szybko schowała się do norki. Chociaż uważam, że nieprzetworzona żywność jest najlepszym, co można zrobić dla swojego organizmu, absolutnie nie popieram takiej ortodoksyjnej postawy. To, że ja mam takie zdanie, to nie znaczy, że muszę traktować je jak wyznacznik najlepszego lajfstajlu.

Podobnie sprawa miała się w zeszłym tygodniu, kiedy to wszystkie blogerki (i blogerzy) kulinarni próbowali zaspokoić oczekiwania czytelników: tysiące przepisów na pączki, faworki, donuty, churros, wegańskie, z lukrem, z cukrem, z polewą... Było w czym przebierać, bez dwóch zdań. Jednak jedynym, co rzuciło mi się w oczy było stawianie wymagań i narzekanie: bo z glutenem, a przecież niezdrowy, bo smażone, a to przecież od razu w boczki idzie, a to z cukrem, który znany jest jako biała śmierć. Najlepiej, gdyby tłustoczwartkowe pączki były pieczone, bez glutenu, bez cukru, bez... ale czy to jeszcze będą pączki? Rozumiem, że każdy ma inne wymagania, ale czy trzeba je wyrażać w tak niekulturalny sposób?

Chodzi mi o to, że tu wciąż każdy jest specjalistą od wszystkiego i jego wymagania muszą być postawione na pierwszym miejscu. Każdy jest dietetykiem, trenerem, lekarzem i Mesjaszem narodów. Każdy szufladkuje każdego, nie ma miejsca na indywidualność i własne zdanie, bo przecież nie wypada się wychylać. Najgorsze jest to, że tę zgryzotę czuć najbardziej od grupy, która przecież stara się pomagać zwierzętom i ma w sobie wiele empatii. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że wciąż wszyscy wszystkich pouczają, wytykają, stawiają wymagania. Ja wiem, że najlepiej ugotować wszystko samemu, z eko składników, bez zbędnej chemii, ale czy wszyscy muszą robić dokładnie tak samo? Po to mamy prawo do wolności, żeby każdy brał odpowiedzialność za swoje wybory – czy ma ochotę jeść 5 posiłków w równych odstępach czasowych, czy na deser będzie wybierał parówki sojowe i batony białkowe albo żywił się energią słoneczną. Who cares? Chyba po prostu nam się w dupach poprzewracało.


Nie wiem, co o tym myślicie, sama nie wiem do końca, co ja o tym sądzę. Wiem jednak, że jeśli weganie wciąż będą tworzyli wokół siebie bańkę zajebistości, to chyba nie będę chciała definiować się jako członkini tej grupy. Powoli tracę cierpliwość do twórców idiotycznych wypowiedzi, ale przecież nie będę im zwracała uwagi, bo nie moim zadaniem jest nauka dobrego wychowania. Chciałabym tylko, żeby kiedyś ludzie częściej gryźli się w języki i bardziej analizowali to, co mają zamiar puścić w eter.

Uwagi:
1. Na grafice jestem ja, na mojej ukochanej macie do jogi (żeby nie było żadnych wątpliwości ;))


30 komentarzy:

  1. Podoba mi się Twój post i uważam, ze masz rację... Mnie również denerwuje to, że kazdy uważa się za speca od odzywiania, radzi jak ktoś powinien jeść czego unikać. Zastanawiam się czy ten "ktoś" sam stosuje się do tych rad. No i ten brak wyrozumiałości i zrozumienia :( To boli, że można zostać "zjechanym" za chęć "kształcenia się". Ludzie popadają też w paranoję - tak jak piszesz to niezdrowe, tamto niezdrowe... czekolada jest zła bo ma cukier, pączek jest smażony, wszedzie ten gluten.... Zwariowac można... Ktoś chce dobrze a i tak jest źle... wszedzie szerzą się ortorektyczne poglądy i to tyczy sie nie tylko wegan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to dotyczy wszystkich, ale szczególnie bolą mnie takie komentarze z ust wegan, którzy robią z siebie niemal świętych. Dobrze, że są jeszcze zdroworozsądkowi ludzie jak my! ;)

      Usuń
    2. Dlatego nie dziwię się skąd ta "nienawiść" do wegan i wegetarian - niektórzy mają się za nie wiadomo kogo i to jest bardzo smutne :( Martwią i trochę denerwują mnie opinię typu "Jesz mięso to oznacza, że nie kochasz zwierząt" - według mnie to nie ma związku. Można spożywać mięso i kochać zwierzęta - świadczą o tym między innymi przeróżne organizacje działające na rzecz zwierząt

      Usuń
    3. Też tego bardzo nie lubię, przecież każdy jest zupełnie inny i często to niewiedza (a nie złe intencje) powoduje wyuczone zachowania. Nawet nie wiesz, jak Twoja reakcja podnosi mnie na duchu. <3

      Usuń
    4. Cieszę się wiesz? Cieszę się, ze są jeszcze osoby które potrafią myśleć racjnonalnie.... Czasami wydaje mi się, że niektórzy weganie/wegetarianie uważają się za lepszych od innych.... Widać do w grumie wegetarian na facebooku. Ja również jestem wege (laktowowowegetarianką) ale "nie pluję" tak jadem

      Usuń
  2. Ja jestem początkującą (chociaż już chyba nie, bo prawie rok) i często jestem ''zjechana'' za to, że czasami lubię kupić sobie parówki sojowe lub wędliny sojowe. Od razu jest pełno komentarzy, że ''jaka to z Ciebie wegetarianka, że kupujesz roślinne zamienniki mięsa''. Mi nie chodzi o smak, broń boże, ale o teksturę na przykład :) Nie lubię tego wymądrzania, tego nacisku...powoli weganizm/wegetarianizm zamienia się w chorą sektę! Nie rozumiem tego wyżywania się na innych za to, że coś jedzą, a czegoś nie. To, że moja rodzina je mięso to znaczy, że mam ich tępić? Bo takie jest teraz rozumowanie wielu wegan/wegetarian. Mam nadzieję, że się to zmieni :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję! Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się Twój wpis - myślę, że warto na to zwrócić uwagę - bo weganizm to nie powinna być jakaś "super moda- fit, healthy, itd.", a co gorsze - tymczasowa, ale po prostu naturalny styl życia z empatią nie tylko do zwierząt, ale i ludzi :) przede wszystkim warto podkreślić, że każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, więc po co narzucać coś komuś?! uważam, że po prostu najlepiej jest być sobą i żyć według swoich przekonań - oczywiście nie mam na myśli tego by być totalnym egoistą ;) chodzi po prostu o to, by czuć się dobrze ze sobą, ale i otoczeniem - robić to co się kocha, lubi, itp. :) Czytałam właśnie gdzieś kiedyś wpis o tym, że nie ma lepszych czy gorszych wegan, każdy jest inny. Wolność, tolerancja - tego często niestety brak, zresztą nie tylko wśród wegetarian czy wegan. Czy to się zmieni? Nie wiem. Jednak mam nadzieję, że jeszcze jest wiele ludzi, którzy po prostu mają do tego normalne podejście :) Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wiele cieplej na sercu się robi, jak czyta się tak fajne komentarze. :) Ściskam mocno!

      Usuń
  4. Bardzo mądre jest to co piszesz, zgadzam się z Tobą w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam wrażenie, że dziś nie wypada jeść normalnie. Należy wykluczyć coś z diety, bo tak jest modnie-gluten, laktozę, cukier, tłuszcz, mięso, nabiał, albo chociaż brokuły....Generalnie jesz normalnie znaczy się, że jesteś nieuświadomionym ćwokiem.
    A co do wegan i wegetarian, to szczerze mówiąc lekko mnie wkurza, gdy idę sobie na swój ulubiony bazarek, do zaprzyjaźnionego pana Zdzisia (u którego kury sobie radośnie biegają po podwórku), chce kupić jajka i słyszę za plecami komentarze "co za barbarzyństwo czyjeś płody zjadać".
    Myślę, że warto we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i nie nawracać wszystkich wokół na swój sposób żywienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to się wydać niepoprawne, bo jestem weganką, ale myślę bardzo podobnie. To, że ja nie jem jajek nie oznacza, że powinnam krytykować wybory innych ludzi. Mogę jedynie pokazywać inne opcje (chociażby niekupowanie jajek oznakowanych jako 3, albo wskazywanie wegańskich zamienników), ale na pewno nie powinnam nikogo krytykować, bo to przecież nie przynosi oczekiwanych rezultatów.

      Usuń
    2. Ja póki co jestem jedynie wegetarianką (jednak coraz bardziej zmierzam ku weganizmowi :P) i nigdy w nikogo dietę się nie wtrącam niepytana i nie uświadamiam wszystkich dookoła, ale niestety słyszę wiele negatywnych opinii na swój temat od dalszej rodziny... Że mięsa nie jem to znaczy, że wydziwiam i że ja nic nie jem i ciągle się odchudzam (bo np. dla mojej babci nic poza mięsem, ewentualnie mlekiem i jajkami) nie jest jedzeniem i kalorii nie ma:/). Tak prawdę mówiąc to średnio mnie interesuje co oni sobie o mnie myślą, ale to taki przykład, że wegetarianie także często spotykają się z krytyką ze strony mięsożerców...
      A ludzie często nie wiedzą, że wegetariańskie/wegańskie dania mogą być dobre, aromatyczne i odżywcze i dopiero jak spróbują, to się przekonują (tak jak mój tata do wege pasztetów - teraz to jego ulubiony dodatek do kanapki i uważa, że są lepsze niż mięsne :P), choć istnieje i taka grupa (np. moja babcia), która niczego co wcześniej nie jadła nie spróbuje.

      Usuń
    3. Aniu, masz całkowitą rację. Gdy pojechałam w te wakacje do mojej babci, ona cały czas próbowała mi wmówić, że jestem na diecie (a tak naprawdę miałam straszną ochotę na surowe warzywa i owoce prosto z ogródka), a że dziennie zjadam około 2000-2600 kcal, to jej nie interesowało. ;)

      Usuń
  6. Oj dużo racji jest w Twoich słowach. Jednym z bardziej zabawnych argumentów jakie słyszałam od wege-ludzi jest to, że "jedzenie mięsa powoduje agresję". Paradoksalnie, NIGDZIE nie spotkałam się z taką agresją i pogardą jak na wege-forach. Najczęściej atakowali właśnie weganie wegetarian, przemocą słowną i wyzwiskami wywołując w nich poczucie winy, że jedzą jajka i piją mleko. O wege-terrorze na wszelakich zwykłych forach kulinarnych nawet nie wspomnę.
    Myślę, że wege-ludzie powinni przemyśleć swoją postawę i zachowanie i zdać sobie sprawy, że pogardą i agresją wskórają więcej złego niż dobrego.
    pozdrawiam, Ka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, o czym mówisz, bardzo źle wpływa na opinię ludzi na temat weganów, a przecież są to zachowania jednostek, które nijak mają się do ogółu. Też mam nadzieję, że wszyscy (nie tylko weganie) w końcu przestaną pluć jadem i zajmą się przede wszystkim sobą. :)

      Usuń
    2. Prawda. Dziwny właśnie wydawał mi się ten fenomen, że pod zdjęciem kobiety w futrze zestawionym ze zdjęciem lisa na jednym z profili na fejsie pokazało się aż tyle komentarzy budzących... hmm, niesmaczne zdziwienie? "Jak bym taką na ulicy spotkała, to po pysku". Sooorry, no chyba nie tędy droga.
      Fakt, że akurat nie używam żadnych zamienników także nie upoważnia mnie w najmniejszym stopniu do plucia jadem na każdego, kto skorzysta z takich rzeczy. Mogę jedynie napomknąć w trosce, ale to też trzeba odróżnić. Bo takie zachowanie będzie prowadzić tylko do tego, że wszyscy staną się albo obojętni albo przewrażliwieni. A rozsądne podejście jest chyba bardziej potrzebne ;)

      Usuń
  7. Świetny wpis. Niestety zachowanie wielu sprawia, że reszta społeczeństwa ma nas za sektę, a Ci nowi czują się zagubieni...ja sama wyznaczam sobie granice, sama wiem co uważam za weganskie zachowanie, postępowanie. Jedzenie to mój wybór i nie wyobrażam sobie krytykować kogos gdyby nawet żywił się tylko wegańskim oreo P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo! Duuuużo czasu zajęło mi wyeliminowanie pewnych produktów z mojej diety (niby wegańskich, ale czułam, że mi szkodzą) i w życiu nie chciałabym wywierać na nikim presji, by robił to samo! Każdy jest inny i może jeść co tylko mu się podoba.

      Usuń
  8. Z ust mi wyjęłaś. Większość komentarzy hejterskich na moim blogu pochodzi od wege i przeciwników mięsa. Skąd ta potrzeba niesienia nauk mesjaszowych ( pół biedy jak tylko niosą nauki) pojęcia nie mam. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... jako weganka mogę tylko powiedzieć, że każdy z nas chce się podzielić swoją wiedzą (właściwie, to chyba wszyscy tak mają), ale faktycznie, często jest to aż nadgorliwe. Jeszcze gorzej, gdy do tego dochodzi jeszcze krytyka czyichś zachowań. Wtedy faktycznie można odnieść wrażenie, że weganie to mesjasze narodów. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Jestem "tylko" wegetarianką, ale jak najbardziej się zgadzam. W dodatku moda na dietę bezglutenową sprawiła, że nagle wszyscy są specjalistami od tej sprawy i wiedzą na pewno, że gluten odpowiada za całe zło tego świata. Ja się staram się wtrącać w to, co kto je, nawet jeśli jest to mięso i pragnęłabym tego samego dla siebie. Mogę dążyć do doskonałości w swoim tempie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe przemyślenia i bardzo pouczające oraz sensowne :)
    My same mamy świadomość wszystkich "zakazanych składników XXI wieku", jednak nigdy nie starałyśmy się narzucać naszych wartości innym. Nasze takie a nie inne dania, wypieki czy zakupy mają podstawę zdrowotną, która poniekąd zmusiła nas aby taką postawę przyjąć. Wiemy jak trudno było nam w okresie "przechodzenia" na inną dietę uzyskać wiarygodne informacje na temat prawidłowego stylu życia i jedzenia. Teraz jest znacznie łatwiej (co nas bardzo cieszy) a promowana przez nas kuchnia czy postawa świadomości tego co jemy ma na celu zachęcenie innych do zainteresowania się choć w małym stopniu tym co nas wszystkich otacza. Najlepsze efekty uzyskuje się obdarowując bliskich i znajomych pysznymi słodyczami, które nie mają pod względem składu dużo wspólnego z ich krewnymi na sklepowych półkach. Wtedy z przyjemnością dowiadują się, że istnieją również inne mąki niż pszenna, inna substancja słodząca niż cukier i można uzyskać coś pysznego bez sztucznych wzmacniaczy smaku :)
    Mimo tego wszystkiego i tak nie wyobrażamy sobie życia bez czekolady (która nie zawsze jest słodzona substytutem cukru) i bez innych produktów dobrze wszystkim znanych a nie koniecznie bardzo zdrowych. Wniosek jest taki, że we wszystkim trzeba znaleźć umiar i swój własny rozsądek! :D
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wlasnie wy teraz na tym forum uwazacie sie za lepszych i najmadrzejszych...
    Generalnie to prawdziwym weganom (ktorzy nienawidza nie-weganow) chodzi o to by odruznic prawdziwych wegan od tych sztucznie, dla mody, diety uwazajacych sie za wegan...
    Ci falszywi weganie daja zle swiadectwo o weganizmie, ze to tylko dieta itp. Przez nich ludzie niedostrzegaja o co chodzi prawdziwym weganom.
    Odczecie sie od ptawdziwych wegan, oni maja prawo miec swoje poglady i rawo do szukania ludzi podobnych, oraz otwierania ludziom oczow.
    W gre wchodzi nie dobro wlasne, ale zwierzat, ktore weganie prawdziwi uwazaja za braci i to samo co ludzi...
    Wobec tego maja prawo bronic zycia swoich braci, zycie zwierzat jest wlasnoscia tych zwierzat a nie ludzi ktorzy uwazaja ze maja prawo je wiezic, zabijac i jesc. PROSTE i logiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, bo trochę nie rozumiem powiązania tego komentarza z tematem tekstu. Oczywiście, masz dużo racji, bo w weganizmie chodzi przede wszystkim o zwierzęta, ale nie o tym jest tutaj mowa, a o postawach, jakie przyjmują weganie. Dla mnie nie jest ważne z jakich powodów ktoś przestaje jeść mięso czy nabiał, czy chodzi na manifestacje, jada jedynie w wege knajpach itp. Dla mnie liczy się sam fakt, że ludzie zaczynają inaczej patrzeć na to, co jedzą i jak jedzą. Moim zdaniem nie powinno się ignorować i potępiać żadnej postawy, bo to jest bezsensowne i bezcelowe.

      Usuń
  12. Nie znoszę tego gadania i agresji ze strony wegan i głoszenia jedynie słusznych prawd o życiu i - oczywiście - o diecie. Jestem wegetarianką z mocnym skrętem w stronę weganizmu, tzn. nabiał zdarza mi się jeść, ale niezwykle rzadko. Lubię zamienniki i od czasu do czasu je kupuję, np. wędliny sojowe polsoi lub pszeniczne salve. Kupuję, bo lubię ich smak i nic nikomu do tego. Generalnie jestem za tym, żeby każdy pilnował własnego talerza, a świat stanie się trochę lepszym miejscem :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybaczcie kochani... Każdy indywidualnie decyduje o tym co spożywa. Będąc vege nie zaprzestaniemy hodowli zwierząt,, do spożycia,,. Nie uratujemy życia kurczaczkom. Nie spowodujemy zaniku laktacji u krów. Jedzmy indywidualnie i mądrze. Nie licytujmy się. Pzdr dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń